blog o muzyce jazzowej, czyli

Archiwum autora

Dominikańskie merengue

In przemyślenia on luty 6, 2009 at 12:27

merengue

Poszukując ludzi, którzy umieją grać, trafiłem na Dominikanę (nic to dziwnego, bo rano byłem jeszcze na Juan Fernandez i Galapagos). Znalazłem tam Juana Luisa Geurrę. Jak się okazuje, Guerra to nie byle kto, bo towar eksportowy Dominikany. Sprzedał albumy na cały świat, powygrywał Grammy i takie tam – no w ogóle zawodowiec. Wpadła mi w ręce jedna z jego pierwszych płyt, które go rozsławiły — Mientras más lo pienso… tú (1987).

Guavaberry — pierwsza ścieżka z płyty — pokazuje cały jej charakter i mówi o co chodzi. Otóż autor wcale nie każe nam się użalać nad nieszczęśliwą miłością, wojnami na świecie czy nawet nie chce, byśmy zgłębiali jego liryczne treści:

(…) I’d like to live in the streets
of San Pedro de Macorís
(…) I’d like to sing my song
in the middle of malecón
(…) I drinking my guavaberry
watching the sun go down, oh
woman that’s all I need
in San Pedro de Macorís, oh!

Read the rest of this entry »

John Coltrane — Blue Train

In jazz, recenzje on luty 15, 2007 at 13:50

coltrane-bluetrain

Jeden z bodajże dwóch wydanych dla Blue Note albumów Coltrane’a. Przyzwoicie pokazuje się na całej płycie, zastanawia mnie czasem dobór pozostałej części towarzystwa. O ile to gry Chambers’a nie przyczepiam się (i nie wiem czy nie dlatego tylko, że później zrobią razem wiele dobrych rzeczy) to Lee Morgan nie podoba mi się wcale. Nie zachwyca mnie dźwiękiem, ani twórczą wyboraźnią. Wyjątkowo udzielam mu dyspensy w I’m old fashioned. W temacie lirycznym się sprawdził (i wszyscy jesteśmy mu wdzięczni za Sidewinder’a), ale jak dla mnie to do John’a on nie przystaje (tak jak chociażby Miles).

Charakterystyczna dla płyty jest ballada I’m old fashioned. Charakterystyczna, bo jest to ballada, pięknie zrobiona (a Trane w sumie rzadko ballady robił, w następnych latach będzie przecież jeszcze gęściej) i drugi powód (który mi się nierozerwalnie kojarzy od dawna z tym konkretnie nagraniem) to druga nuta tematu wykonywana przez John’a. Za każdym razem, gdy tego słucham odnoszę wrażenie, że nie stroi mu ten dźwięk w saksofonie i chce go jak najszybciej przeskoczyć, aby się nie rzucał na nagranie. Morgan w swym końcowym wejściu zdaje się tylko potwierdzać tę teorię spiskową. W ostatnich sekundach wyciąga pięknie cały temat dokładnie tak jak go stworzył Jerome Kern w 1942. I co: da sie zagrać czysto?

Jest to jedna z tych płyt tak wielkich ludzi, że do jej słuchania nie trzeba wcale zachęcać. A propos tylko polecę jeszcze przy okazji duet Coltrane’a z Ellington’em (to tak z tych raczej mniej znanych).

Blue Train (1957)

  • Lee Morgan, trumpet
  • Curtis Fuller, trombone
  • John Coltrane, tenor sax
  • Kenny Drew, piano
  • Paul Chambers, bass
  • “Philly” Joe Jones, drums