ECM, gidon kremer, skrzypce
In klasyka, przemyślenia on marzec 4, 2009 at 13:13

Ilekroć siadam do jakiejś cięższej nauki (co zdarza się niezmiernie rzadko, ale z okazji wtorkowego kolokwium z AI… cóż, sami rozumiecie), tylekroć towarzyszy temu muzyka klasyczna. Jakoś lepiej mi się skupia, gdy słucham skrzypiec i/lub fortepianu (Karolina mówi, że to nawet jakoś naukowo udowodnione).
W związku z tym od pewnego czasu poszukiwałem odpowiedniego nagrania cyklu Sonat i Partit na skrzypce solo J. S. Bacha (BWV 1001-1006). Dzieło to wiekopomne, a dla każdego skrzypka, że tak powiem, obsesyjne i wyzywające. Niby nie ma tam trudności technicznych, nie jest to żaden Ysaÿe ani Paganini, ale chyba każdy szanujący się skrzypek chciałby zagrać ten cykl jak najlepiej. Stąd obsesje i wyzwanie. Próbowało wielu, udało się nielicznym, bo choć sonaty i partity nie stawiają zbyt wielkich trudności technicznych, piętrzą za to trudności interpretacyjne.
Muzycy i krytycy zgodnie mówią: do grania utworów solowych Bacha trzeba dojrzeć (tyczy się to zarówno cyklu na skrzypce jak i na wiolonczelę). Ja natomiast dodaję od siebie: do słuchania Bacha na instrument solo też trzeba dojrzeć. W życiu swoim wykonań różnych partit czy sonat słyszałem dużo, nagrania posiadam trzy. Wszystkie wykonania live, które dane mi było usłyszeć, ssą jak jeden mąż (włączając oczywiście moje własne). Tym bardziej intensywne były moje poszukiwania nagrania możliwie doskonałego (to też btw. obsesja). Były, bo wczoraj się zakończyły. Read the rest of this entry »
latino, merengue, world music
In przemyślenia on luty 6, 2009 at 12:27

Poszukując ludzi, którzy umieją grać, trafiłem na Dominikanę (nic to dziwnego, bo rano byłem jeszcze na Juan Fernandez i Galapagos). Znalazłem tam Juana Luisa Geurrę. Jak się okazuje, Guerra to nie byle kto, bo towar eksportowy Dominikany. Sprzedał albumy na cały świat, powygrywał Grammy i takie tam – no w ogóle zawodowiec. Wpadła mi w ręce jedna z jego pierwszych płyt, które go rozsławiły — Mientras más lo pienso… tú (1987).
Guavaberry — pierwsza ścieżka z płyty — pokazuje cały jej charakter i mówi o co chodzi. Otóż autor wcale nie każe nam się użalać nad nieszczęśliwą miłością, wojnami na świecie czy nawet nie chce, byśmy zgłębiali jego liryczne treści:
(…) I’d like to live in the streets
of San Pedro de Macorís
(…) I’d like to sing my song
in the middle of malecón
(…) I drinking my guavaberry
watching the sun go down, oh
woman that’s all I need
in San Pedro de Macorís, oh!
Read the rest of this entry »
chick corea, fortepian, john coltrane, saksofon
In jazz, przemyślenia on listopad 24, 2007 at 20:15
nieznośny nalot płyt w wersjach “deluxe” szturmuje warszawskie empiki. teraz (bo jest już przed świętami przecież) nie da się już kupić albumu w “normalnej” wersji, teraz są tylko wersje “deluxe”, “special” i “total hiper czad”. nie kupicie płyty “Violator” Depeszów, za to dostaniecie Depeche Mode – “Violator. Collectioner’s edition”, która oprócz krążka CD z muzyką zawiera DVD z wywiadami, materiał “making of”, zdjęcia muzyków, reżyserów dźwięku, mikrofonów i psa stróża.

ma to też swoje dobre strony, bowiem wczoraj udało mi się kupić “A Love Supreme” Trane’a w wersji Deluxe, a jakże. dwa krążki, jeden studyjny, drugi koncertowy, bonus tracki, ładne opakowanie etc. kosztowała trochę więcej, ale w sumie jak się nie ma takiego albumu w domu, to wstyd się na ulicy pokazywać. okres przedświąteczny to także okres wznowień, tym samym udało mi się dopaść z dawna poszukiwane nagranie Chicka Corea “Children’s Songs” – zestaw uroczych miniatur na fortepian solo. miód, palce lizać, dasnichts poleca wszystkim oba albumy.