blog o muzyce jazzowej, czyli

Mat Maneri Trio — So what?

In jazz, recenzje on Czerwiec 16, 2006 at 12:21

maneri_sowhat

trwająca sesja, a w szczególności zbliżający się wielkimi krokami egzamin z epistemologii sprzyjają możliwie nienaukowym aktywnościom, takimi jak np. wybranie się do rubiconu i kupno dobrej płyty.płyta So What? tria Mata Maneriego jest pozycją bardzo ciekawą i, co najzabawniejsze, niezwykle rzadką. w empikach czy innych dużych sklepach raczej się jej nie kupi, nakład zresztą jest już dawno wyczerpany, więc dostać ją można wyłącznie w cudownych antykwariatach muzycznych. jeszcze śmieszniejsze jest to, że prezentowany tu album jest drugim w karierze Mata Maneriego. pierwszy, Acceptance, jest zupełnie nie do zdobycia, w zagranicznych antykwariatach osiąga zawrotne ceny.

co mogę napisać o muzyce tego młodego skrzypka? niewiele. podziwiam ją, fascynuje mnie ona (do tego stopnia, że piszę o niej na łamach dasNichts na głodno – przed wyjściem do sklepu po bułeczki), słucham jej bez przerwy, ale… chyba nie do końca ją rozumiem. skład jest taki: lider na elektrycznych skrzypcach barytonowych (tak sam pisze o tym instrumencie, ale nie wiem o co mu dokładnie chodzi; prawdopodobnie o sześciostrunową altówkę elektryczną – skala wiolonczeli i skrzypiec), Matthew Shipp na fortepianie i Randy Peterson na perkusji. brak basu nie dziwi, ponieważ jego partię realizuje po części lider.

brzmienie intrumentu Mata jest bardzo specyficzne, pomijając nawet skalę. o jego szczególności świadczy artykulacja, sposób prowadzenia smyczka. Maneri pisze we wkładce, że jego brzmienie ukształtowała gra muzyki barokowej, na barokowym instrumencie, i rzeczywiście coś w tym jest. brzmienie suche, bez wibracji, dźwięk pełen powietrza i lekkości. w połączeniu z fortepianem Shippa i bębnami Petersona otrzymujemy muzykę, której nie da się z niczym pomylić, ani też z niczym porównać. porwane dźwięki, wszystko niby gdzieś ginie, ale jednak trzyma się kupy. standardy Milesa (”So What?”, “Circle”, “Solar”, “No Blues”) brzmią zupełnie inaczej, z początku mamy wrażenie, że znanych nam tematów w ogóle tam nie ma, ale wsłuchując się odnajdujemy je. są tam, tyle że zupełnie inne.

polecam ten album wszystkim poszukiwaczom świeżych technik improwizacji, awangardowego brzmienia i… Milesa Davisa. odradzam słuchanie So What? ludziom, którzy nie lubią się na muzyce koncentrować.

Mat Maneri Trio
So What?
hatOLOGY 1999

  1. Ja tam to barokowe brzmienie dziwacznego instrumentu Mata Maneriego uwielbiam. Wydaje mi się, że barok można odnaleźć nie tylko w samym brzmieniu. Muzyka Maneriego jest bardzo wysublimowana i bardzo… intelektualna? Podobnie kontrastuje np. z pełnymi emocji improwizacjami Johna Coltrane’a jak barok, powiedzmy, z romantyzmem. (Nie zamierzam oczywiście porównywać Coltrane’a do romantyzmu, jednak same te relacje zdają się mieć wiele wspólnego).

  2. celne, celne. metafora/alegoria trzymałaby się kupy doskonale, gdyby tylko nie ten rytm porwany, którym nas Maneri raczy.
    ja płytę przesłuchałem wiele razy (w końcu już ponad dwa lata minęły od pamiętnego egzaminu z epistemologii:)) i choć kunszt artystyczny Maneriego doceniam, to pewnie dziś recenzji entuzjastycznej bym nie napisał. po prostu mi jego koncepcja nie pasuje do ucha, ot tak.

  3. Nie zamierzałam ująć wszystkich aspektów gry Maneriego z pomocą tej jednej metafory:)

  4. Pan Maneri nie ma pojęcia zielonego o barokowym brzmieniu, ani o samym baroku. Brak wibracji nie wynika u niego z głęboko przemyślanej decyzji, lecz …z powodu braku umiejętności wykonanywania tejże. Mat Maneri pracuje jako barman w coffee shop Tea Lounge, 254 Court Street, na Brooklynie. A ostatnio ożenił się z bardzo szpetną, ale za to bogatą Angielką, aby mieć co jeść…bo nikt jego „muzyki” jakoś nie kupuje…

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: