blog o muzyce jazzowej, czyli

HatHut i jego wybrańcy

In jazz, wytwórnie on Luty 11, 2009 at 14:00

Pomyślałem sobie pewnego dnia, że fajnie by było napisać kilka słów o pewnych znanych wytwórniach (w sensie: labelach) jazzowych, bo być może nie wszystkim są one znane? Na pewno każdy słyszał kiedyś o Blue Note lub o ECM-ie (to ci Niemcy z Monachium, co tak strasznie się cenią), ale czy równie znane są np. Thirsty Ear, Winter & Winter czy HatHut? Na pewno nie!

Na pierwszy ogień idzie HatHut, jako że jest moim ulubieńcem. Pierwszym i najważniejszym powodem, dla którego w ogóle sięgnąłem po ofertę tej małej szwajcarskiej wytwórni są, rzecz jasna, okładki. HatHut wydaje swoje płyty w czterech, że tak powiem, seriach: hatART, hatOLOGY, hatNOIR i hatHISTORY, z których najbardziej znana jest ta druga, bo i najwięcej znaczących tytułów w jej ramach się ukazało. Wszystkie okładki serii hatOLOGY to czarno-białe zdjęcia z napisami drukowanymi pomarańczową, bezszeryfową czcionką z zerową interlinią. Przykuwają wzrok i nie da się ich z niczym innym pomylić — jak dla mnie warunek konieczny i wystarczający dla płyt dobrej wytwórnii.

Okładki czterech najnowszych płyt HatHuta

Okładki czterech ostatnich płyt HatHuta

Muzyka, jaką Szwajcarzy nam proponują do łatwych na pewno nie należy. HatHut działa na rynku od 1975 roku, kiedy to jej założyciel Werner Uehlinger zapragnął udokumentować pracę mało znanego wówczas saksofonisty i trębacza, Joego McPhee. Później, gdy firma zdobyła już uznanie, nagrywali w niej sami wielcy muzycy sceny awangardowej, jak Steve Lacy, Ellery Eskelin, Matthew Shipp, David Liebman, Anthony Braxton, Mat Maneri a nawet sam Cecil Taylor. Od pewnego czasu HatHut wydaje także awangardę muzyki klasycznej, z Johnem Cagem na czele.

HatHut jest jedną z moich ulubionych wytwórni muzycznych z kilku względów. Po pierwsze, jak już wspomniałem, podobają mi się okładki ich płyt. Po drugie, podoba mi się muzyka Eskelina, Liebmana i Shippa. Po trzecie zaś, chwała należy się tej małej szwajcarskiej firmie za to, że wydaje artystów mających nietuzinkowe pomysły. Przypomina mi trochę nowojorską Knitting Factory: w zbiorach obu labeli nie wszystkie albumy są godne większej uwagi, ale wśród nieprzebranej ilości muzycznych wariatów nietrudno o prawdziwe perełki. W dobie ajtjunsów, wielkich koncernów medialnych i przeokropnej tandety muzycznej dotykającej nawet jazzu, taka postawa zasługuje na medal. Orła Białego, co najmniej.

  1. […] że Shipp jest artystą kompletnie w Polsce nieznanym (ja z jego muzyką spotkałem się dzięki wytwórni HatHut, dla której nagrał sporo płyt), to jednak nadal uważam, że bardziej znanym niż Antipopy. Tym, […]

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: