blog o muzyce jazzowej, czyli

Pat Metheny Group — The Way Up

In jazz, recenzje on Luty 13, 2009 at 17:46

the_way_up

Historia mojej fonicznej znajomości z Patem Metheny sięga lat wczesnonastoletniej młodości, kiedy to mój ojciec kupił płytę, na której ów sławny gitarzysta gra w duecie z Charliem Hadenem (Beyond the Missouri Sky (Short Stories), Polygram 1997). Jest to niewątpliwie jedna z najpiękniejszych płyt, jakie słyszałem, bodajże ulubiona płyta moich rodziców, znajomych, etc. Lepszej reklamy Metheny nie mógł sobie u nas zrobić, więc szybko pojawił się w domu album Pat Metheny Group (Offramp, ECM 1981). Moja matka chyba nigdy nie przesłuchała tej płyty, ojciec może dwa razy ją włączył, a ja… cóż, na początku nie słuchałem jej wcale. Pierwsze pytanie, które nasunęło mi się po przesłuchaniu Offramp: co to za elektroniczne plumki? Co to za syntezatorowata muzyka? Dlaczego tak zimno?

Dopiero po paru latach doceniłem ten album, gdzieś w okolicach klasy maturalnej. Brzmienie, które z początku wydawało mi się zbyt plastikowe, zaczęło zachwycać. Improwizacje, które wcześniej uznawałem za nudne i zbyt długie, nagle sprawiały wrażenie porażająco ekspresyjnych. Plumki przestały być tylko plumkami, zaczęły tworzyć przyjemną scenę dźwiękową. Wszystko składało się w bardzo spójną całość.

Nie odkrywam tu Ameryki, Pat Metheny Group jest przecież zespołem bardzo popularnym. Jest niewątpliwie najbardziej rozpoznawalnym projektem Pata Metheny, produktem sprawdzonym i masowym, jak twierdzą złośliwi. Prawda jest taka, że o ile samego Pata o zbytnią skłonność do sprzedawania się bym nie posądzał (vide albumy bardziej awangardowe, jak Zero Tolerance For Silence czy Song X), o tyle faktycznie trudno o bardziej spopularyzowany współczesny projekt jazzowy. Quasi-jazzowy, powiedzą niektórzy, bo faktycznie muzyka Pat Metheny Group wykracza trochę poza ramy tradycyjnie pojmowanego jazzu, ale nie czepiajmy się szczegółów — mówmy o muzyce.

Muzyka z ostatniej płyty Pat Metheny Group towarzyszy mi już cztery lata. Pamiętam nawet, jak słuchałem kiedyś zachwycającego się nią Kydryńskiego podczas jazdy samochodem do Warszawy. Ja sam długo nie miałem żadnego zdania wyrobionego na jej temat, miałem natomiast listę zarzutów, którą przez lata słuchania sobie powolutku układałem. Oto ona:

  • album jest wtórny — pierwszy i najmocniejszy zarzut, jaki zespołowi Metheny’ego można postawić; muzyka na płycie The Way Up jest wtórna względem tego, co grupa prezentowała nam na poprzednich albumach; czy to na wspomnianym Offramp, czy np. na Letter From Home (Geffen 1989);
  • muzyka na nim zawarta jest zbyt ładna — słodziutka jest, milutka, przyjemna do bólu; miód kapie ze strun, cukier leje się spod klawiszy; nie znoszę takiej muzyki;
  • album jest zbyt bezpieczny — chciałoby się krzyknąć: panie Metheny, dlaczego tak zachowawczo? dlaczego pański zespół okazuje się być muzycznym volkswagenem? czy już zawsze będzie tak, że wsadzając krążek z nową płytą Pat Metheny Group do odtwarzacza z góry będę wiedział, czego mam się spodziewać?

I gdy tak siedziałem dziś wieczorem rozważając wszystkie za i przeciw, porządkując myśli przed pisaniem tej recenzji, wreszcie mnie olśniło. Wreszcie wiem, dlaczego słucham tego albumu od czterech lat (z przerwami, rzecz jasna) i jeszcze mi się nie znudził. Nie obchodzi mnie już, czy ta muzyka jest wtórna, czy jest zbyt dopracowana, zbyt ładna, czy zbyt zachowawcza. Bo tak jak idealnym kryterium oceniania wytwórni muzycznych jest jakość okładek płyt przez nie sygnowanych, tak równie dobrym kryterium przy wątpliwościach odnośnie do płyty jazzowego artysty są, rzecz jasna, tematy. Tematy dźwiękowe, motywy, coś, co cały czas powraca, co ulega transpozycjom, wariacjom, modyfikacjom. Dlatego, moi mili, płyta The Way Up jest taka dobra. Dlatego właśnie, że zawiera doskonały motyw przewodni. Motyw, który przewija się przez całą ponad godzinną kompozycję (album zawiera właściwie jeden długaśny, trzyczęściowy utwór poprzedzony wstępem), a który nie znudził mi się wcale a wcale przez te cztery lata. Tak to mniej więcej brzmi na żywo:

Oczywiście, muzyka na całym albumie jest równie dobra, doskonała, tak naprawdę. Może to jest właśnie największy problem Metheny’ego — robienie tak podejrzanie dobrej muzyki, że aż trudno w to uwierzyć? Cóż, życzę (i jemu, i sobie), żeby mu to nie minęło, jednocześnie czekając na kolejne projekty spoza Pat Metheny Group.

Pat Metheny Group
The Way Up
Nonesuch 2005

%d bloggers like this: