blog o muzyce jazzowej, czyli

Antipop Consortium — Antipop vs. Matthew Shipp

In jazz, recenzje on Luty 19, 2009 at 14:30

antipop

Bardzo lubię muzykę hip-hopową i mówię to zupełnie poważnie. Od mniej więcej 1998 jestem wielkim fanem hip-hopu, najpierw czarnego (Chuck D jest najlepszy, ’cause D is for dangerous, you can come and get some of this), potem polskiego (ka-cztery-cztery, wujek, didżej wart ceny ściśle), ale nigdy nie myślałem, że muzykę czarnych gangsterów da się połączyć z jazzem.

Mieszanie gatunków to niebezpieczny eksperyment, którego, muszę przyznać, nie jestem miłośnikiem. Wsadzanie zespołu heavy-metalowego do kompozycji orkiestrowych może się skończyć jedynie tragicznie, a więc z hip-hopem teoretycznie powinno być tylko gorzej. Jedyna udana próba, jaka przychodzi mi w tej chwili na myśl, to koncertowy Portishead (Roseland NYC Live, Island Records 1999), ale tam mieliśmy bardzo przemyślaną koncepcję: trupio-elektroniczny zespół ożywia swoją, jak się okazało, całkiem ekspresyjną muzykę żywymi instrumentami, a więc i smyczkowe sample zastępuje prawdziwą orkiestrą. Jednak takie przypadki są na tyle rzadkie, że pomijalne. Pomijam również znienawidzonych przeze mnie mistrzów gramofonu, skalpele i inne didżeje. Mówmy o muzyce.

Muzyką zajmują się artyści, w tym wypadku awangardowi. Antipop Consortium to nowojorski alternatywny zespół hip-hopowy, znany z tekstów typu „strumień świadomości” i nowatorskich sposobów komponowania bitów (cytuję za wikipedią, w ogóle o nich wcześniej nie słyszałem). Zresztą o Antipopie zapewne nikt wcześniej nie słyszał, ale być może niektórym obiło się o uszy nazwisko Matthew Shippa? Mnie obiło się wielokrotnie i chociaż od pewnego znanego krytyka jazzowego usłyszałem kiedyś, że Shipp jest artystą kompletnie w Polsce nieznanym (ja z jego muzyką spotkałem się dzięki wytwórni HatHut, dla której nagrał sporo płyt), to jednak nadal uważam, że bardziej znanym niż Antipopy. Tym, którym sylwetka pianisty nie jest znana, uprzejmie przybliżam: Matthew Shipp to awangardowy (a jakże!) pianista jazzowy, z początku free, później tykający się muzyki klasycznej i, co prezentuje na recenzowanym albumie, hip-hopowej. Wikipedia twierdzi, że stylistycznie fortepian Shippa nawiązuje do gry Samego Wielkiego Cecila T, mnie się jednak wydaje, że nie nawiązuje on do niczego, a już do Taylora z pewnością nie.

To jest właściwie najgorszy problem z recenzowaniem płyty Antipop Consortium vs. Matthew Shipp — trudno opisać, jak się ona prezentuje, bo nie przypomina ona niczego, co do tej pory słyszałem. W prostych słowach powiem tak: płyta jest bardzo dobra. Muzyka świeża, ciekawa, nietrywialna. Fortepian Shippa czasem zapętlany (zawieszony na el-o-o-pe), czasem przepuszczany przez jakieś dziwaczne efekty. Bity dobre, teksty absurdalne, jednym słowem — coś, czego jeszcze nie było, czyli udany mariaż hip-hopu z jazzem. Gdybyśmy na jazzlogu przyznawali „gwiazdki”, pewnie dostałby 4,5 na 5. Dlaczego nie 5? Bo nie ma wesołych kawałków na tej płycie! Płyty pozbawione wesołych kawałków nigdy nie dostają u mnie piątki.

Rzucam fragment z jutuba, żeby się państwo mogli osłuchać, ostrzegając jednocześnie, że żaden utwór nie jest w stanie samodzielnie rzetelnie zaprezentować zawartości całego albumu. Trzeba kupić i przesłuchać całość.

Antipop Consortium
Antipop Consortium vs. Matthew Shipp
Thirsty Ear 2003

  1. Znam i jaram się niesamowicie. Dobrze, że są w Polsce ludzie, którzy zauważają takie projekty. Pozdrawiam!

  2. pewnie, że dobrze, tylko że ja nie jestem w Polsce!:) ale dzięki, pozdrawiam również.

  3. A, to widzisz. Dlatego, że Cię nie ma w Polsce, to zauważyłeś. I wszystko wyjaśnione.

  4. :D
    no dobra, przyznaję się, ten album odkryłem będąc w Polsce:)

  5. […] Matthew Shipp — Equilibrium Matthew Shipp to pianista, który na swoim koncie ma projekty przeróżne. Zgodnie z tym, co możemy przeczytać w wywiadach dostępnych na stronach serwisu diapazon.pl, w jego twórczości obecne są dwa wątki odpowiadające dwóm koncepcjom muzyki, a także – dwóm głównym wytwórniom, dla których muzyk nagrywa płyty. Z jednej strony jest to muzyka kameralna, nagrywana dla szwajcarskiej wytwórni HatHut, z drugiej – dziwaczne, wydawało by się, próby łączenia jazzu z rockiem czy hip-hopem, wydawane przez amerykańskie Thirsty Ear. Matthew Shipp eksperymentów się nie boi, o czym czytelnicy JazzLoga mieli już okazję się przekonać przy okazji recenzji projektu Antipop Consortium. […]

  6. hmmm… „Bardzo lubię muzykę hip-hopową i mówię to zupełnie poważnie. Od mniej więcej 1998 jestem wielkim fanem hip-hopu” – ciekaw jestem jak mogłeś więc nie słyszeć o Anti Pop Consortium? „Zresztą o Antipopie zapewne nikt wcześniej nie słyszał” – jak to, na litość boską, jedna z ważniejszych kapel w tej części hip hopu i nikt o niej nie słyszał???
    „Jedyna udana próba, jaka przychodzi mi w tej chwili na myśl, to koncertowy Portishead” Portishead nie jest zespołem hip hopowym…
    „Pomijam również znienawidzonych przeze mnie mistrzów gramofonu, skalpele i inne didżeje. Mówmy o muzyce” i to mówi ‚wielki fan hip hopu’… Człowieku, schowaj się między półki ze swoimi płytami, po co zabierasz się za recenzje, jeśli nie masz pojęcia o czym piszesz?? Nie udawaj wielkiego fana hip hopu, jesli dla Ciebie połączenie zespołu hip hopowego z jazzem jest dziwne i z góry skazane na porażkę… Weź na warsztat płyty Jazzmatazz, francuskie Hocus Pocus czy nawet US3…

  7. fuck me, hold tight. jakieś okropne frustracje targają autorem tego komentarza, prawda? ale spokojna głowa, wypiłem już drugie piwko, więc na luzie odpisuję.

    ad 1szy zarzut: Antipop Consortium znałem, ale mój blog traktuje o jazzie, więc uznałem (całkiem słusznie, jak się okazało po przepytaniu znajomych) że czytelnicy tych artystów nie znają.

    ad 2gi zarzut: Portishead nie jest zespołem hip-hopowym. no… nie jest. a jest? zgubiłem się!

    ad kolejny zarzut: człowieku, już się schowałem między półki, dobrze że laptopa mam małego, to mogę spomiędzy półek pisać. w kwestii przez Ciebie poruszonej: nie lubię, gdy muzycy biorą się za skalpele; nic więcej nie chciałem przez to powiedzieć. long live Terminator X!

    ad następny zarzut: „nie udawaj fana hip hopu”. nie udaję! co wieczór chodzimy z ziomami po wsi i robimy graffiti na stodołach, i tak już od ponad ośmiu lat! a jak tylko jestem w Brukseli, to zaraz fristajluję z chłopakami pod dworcem Zuid. wpadaj, będę tam w okolicach 11go stycznia.

    ad ostatni zarzut/zarzutosugestia: na warsztat wszystko wezmę, jak tylko wytrzeźwieję.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: