blog o muzyce jazzowej, czyli

Matthew Shipp — Equilibrium

In jazz, recenzje on Luty 27, 2009 at 11:45

equilibrium

Matthew Shipp to pianista, który na swoim koncie ma projekty przeróżne. Zgodnie z tym, co możemy przeczytać w wywiadach dostępnych na stronach serwisu diapazon.pl, w jego twórczości obecne są dwa wątki odpowiadające dwóm koncepcjom muzyki, a także – dwóm głównym wytwórniom, dla których muzyk nagrywa płyty. Z jednej strony jest to muzyka kameralna, nagrywana dla szwajcarskiej wytwórni HatHut, z drugiej – dziwaczne, wydawało by się, próby łączenia jazzu z rockiem czy hip-hopem, wydawane przez amerykańskie Thirsty Ear. Matthew Shipp eksperymentów się nie boi, o czym czytelnicy JazzLoga mieli już okazję się przekonać przy okazji recenzji projektu Antipop Consortium.

Do tego eksperymentalnego nurtu wpisuje się również płyta „Equilibrium”, na której pianiście towarzyszą basista William Parker, perkusista Gerald Cleaver, wibrafonista Khan Jamal oraz odpowiedzialny za elektronikę i syntetyzatory FLAM (aka Chris Flamm). Jest to pierwsza płyta Matthew Shippa z którą się w ogóle zetknęłam i muszę przyznać, że wrażenie wywarła na mnie wówczas bardzo silne ze względu na różnorodność środków wyrazu, po które artysta sięga. Z czasem wrażenie to osłabło, do czego przyczyniło się między innymi wspomniane nagranie Antipop vs. Matthew Shipp, które stanowi w pewnym sensie duży krok naprzód w muzycznych poszukiwaniach. Mój stosunek do „Equilibrium” stał się więc trochę mniej jednoznaczny, mniej jest w nim bezkrytycznego zachwytu, ale przyznaję, że wciąż lubię tej muzyki posłuchać.

Bo „Equilibrium” dobrze się słucha. Fortepian bywa czasem agresywny, jakby Shipp usiłował przypomnieć słuchaczom o swoich freejazzowych korzeniach, często jednak prowadzi melodyjne dialogi z wibrafonem. Perkusja z kolei przywołuje skojarzenia z ostrym, rockowym graniem. Kryształowe brzmienie wibrafonu działa natomiast jak balsam łagodzący, tworząc momentami atmosferę wręcz baśniową. Subtelnie kontrastujące brzmienia instrumentów układają się w przyjemną dla ucha, harmoniczną całość. Elektroniczne dodatki są wyraźne, ale stosowane ze smakiem i umiarem. W efekcie mamy muzykę pulsującą, dynamiczną, pełną brzmieniowych smaczków, ale też idealnie wyważoną, po prostu ładną. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że muzykom udało się znaleźć „złoty środek” pomiędzy tradycyjnym jazzem a muzycznym eksperymentatorstwem. Sugerując się tytułem można założyć, że odnalezienie takiej równowagi było właśnie celem całego przedsięwzięcia. I tu zaczynają się właśnie moje wątpliwości. Można odnieść wrażenie, że Matthew Shipp nagrywając „Equilibrium” był zbyt ostrożny. Jego muzyka jest bezpieczna, nie prowokuje, nie drażni, a mogłaby. Jest w pewnym sensie zbyt piękna, zbyt przyjemna. Aż się prosi, by tę równowagę choć trochę poruszyć..

Warto na koniec wspomnieć, że zapytany o to, którą ze swoich płyt poleciłby tym, którzy jego muzyki jeszcze nie znają, Matthew Shipp wskazał właśnie: „Equilibrium”. Niewątpliwie jest to płyta, która zdradza możliwości tego pianisty i może choćby dlatego warto jej posłuchać?

Matthew Shipp
Equilibrium
Thirsty Ear 2003

%d bloggers like this: