blog o muzyce jazzowej, czyli

John Coltrane — Coltrane Plays the Blues

In jazz, recenzje on Marzec 22, 2009 at 09:55

coltrane-blues

Wszyscy znają Coltrane’a, a nawet jeśli nie znają, to albo się do tego nie przyznają, albo udają, że znają. Zabawne jednak, że każdy zna tego muzyka od innej strony.

Mój ojciec zawsze mówił, że lubi Trane’a z czasów współpracy z Milesem, ja z kolei powtarzałem mu, że najlepszy Coltrane się stał właśnie po rozstaniu z Davisem. Leon długo nie mógł zaakceptować hard-bopu („niee, to jest jakiś hałas” — pamiętam, tak mówił!), ale po pewnym czasie zakochał się w A Love Supreme. Mój znajomy Ryszard Szopa też jest miłośnikiem Coltrane’a, ma chyba większość jego nagrań, ale jego żona niestety nie znosi ciężkiego trąbienia (podobnie jak moja matka). Proszę państwa, recenzowana tu dzisiaj płyta przedstawia wam Coltrane’a w wersji dla wszystkich — dla miłośników starego i nowego brzmienia, i w szczególności dla tych, którzy Johna nie znoszą.

Jak tytuł wskazuje, album wypełniają improwizacje bluesowe. Jest ich w sumie siedem, a wykonane są przez kwartet w niemalże kanonicznym składzie (ze Stevem Davisem na basie), cztery lata przed nagraniem A Love Supreme. Brzmienie prezentowane przez zespół różni się znacznie od tego, które znamy z późniejszych albumów. Saksofon lidera jest bardzo wyraźny, ale dużo mniej agresywny, Coltrane gra dużo spokojniej, ale tak samo zdecydowanie prowadzi kwartet. Właściwie nie mam pojęcia, co więcej napisać o muzyce zawartej na krążku — to jest po prostu 46 minut (dzięki reedycji w 1990 roku na płycie znalazł się jeden dodatkowy utwór) kapitalnego, rzetelnego bluesowego grania; takiego, jakie wszyscy kochamy. Ponadto wysłuchanie krążka pozwala nam poznać Coltrane’a od nieco innej strony — niby ten sam saksofon, niby charakterystyczne sposoby improwizacji, a jednak inaczej.

JazzLog poleca tę płytę wszystkim swoim czytelnikom, szczególnie na niedzielę, zamieszczając tym samym jej fragment poniżej (mam nadzieję, że nikt mnie nie pozwie za copyright infrigment, to teraz takie modne). Panie i panowie — na bębnach Elvin Jones, na basie Steve Davis, na fortepianie McCoy Tyner, a na saksofonie — John Coltrane. „Mr. Syms”.

John Coltrane
Coltrane Plays the Blues
Atlantic 1962/1990

  1. Jak dla mnie to to takie komedowate trochę…

  2. no… może brzmieniowo, ale rytmicznie i muzycznie to raczej nie. a może ja za słabo znam Komedę?

  3. a może to Komeda jest Coltrane’owaty?…:)

  4. Ważne, że klimatyczne. Już mniejsza o nazewnictwo ;)

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: