blog o muzyce jazzowej, czyli

O ECM-ie i Wielkim Manfredzie

In jazz, wytwórnie on Kwiecień 5, 2009 at 17:27

eicher1

Kochani czytelnicy JazzLoga, dziś będzie o ECM-ie.

Pisać o tej wytwórni jest o tyle niezręcznie, że wszyscy ją znają. Z ECM-em w muzyce jazzowej jest trochę tak jak z Deutsche Grammophon — obie wytwórnie mają podobny status dla odpowiadających im gatunków muzyki i… obie są firmami niemieckimi (to drugie nie ma, rzecz jasna, żadnego znaczenia). Wielu moich znajomych uważa, że najlepsze płyty jazzowe nagrywa właśnie ECM (zgadnijcie, która wg nich wytwórnia najlepiej nagrywa klasykę).

Nie bez powodu firma Manfreda Eichera cieszy się tak dobrą opinią. Wytwórnia założona w 1969 roku jako Edition of Contemporary Music nagrała kilkanaście (kilkadziesiąt?) najważniejszych płyt jazzowych świata. Sławny koncert koloński Jarretta i wszystkie inne solowe nagrania tegoż (nie tylko solowe, bo i wszystkie płyty Keith Jarrett Trio), większość nagrań Pat Metheny Group, Chicka Corea i s-ki, Jana Garbarka, Gary’ego Burtona, Dave’a Hollanda… długo by wyliczać. Znaczna większość płyt sygnowanych przez ECM zrealizowana jest bardzo dobrze, a Manfred Eicher cieszy się niespotykaną estymą wśród największych muzyków (wieść głosi, że czasem nawet Jarrett czy Metheny (!) pytają się (!!) Eichera (!!!) o to, co sądzi o ich interpretacji czy muzyce). Poza tym niesamowity jest wkład firmy w promocję współczesnej muzyki klasycznej, którą wydaje ona od 1984 jako ECM New Series. W ramach tej inicjatywy pojawiają się nagrania Arvo Pärta, Dymitra Szostakowicza, Steve’a Reicha czy wszechobecnego Philipa Glassa (celowo linkuję tylko do jednej strony na wiki, licząc na erudycję muzyczną czytelników; czytelnikom nie władającym dostateczną erudycją polecam nie przyznawać się, robić dobrą minę, a cichaczem w drugim oknie guglować — metoda na ściemę sprawdzona w sytuacjach akademickich). No dobrze, to skoro jest tak świetnie, to dlaczego nie jest? Bo chyba wszyscy domyślili się już, że ja sam wyznawcą ECM-u nie jestem, prawda?

Nie jest tak dobrze z powodów prozaicznych, socjologicznych i artystycznych.

  • Prozaicznym powodem jest to, że Niemcy monachijscy cenią się ogromnie i w Polsce kupić nową płytę przysłowiowego Jarretta poniżej 60 pln jest niezwykle trudno. Albumy z (najciekawszej?) kategorii ECM New Series chodzą po circa 75 pln. Rozumiem wszystko, ale zważając na niszowość proponowanej muzyki i ceny konkurencji spuszczam smutno oczy i… szukam innych nagrań.
  • Socjologicznym powodem jest zaobserwowany przeze mnie statut produktu luksusowego, jakim w pewnych kręgach cieszą się płyty wydawane przez ECM. One są jak pióro Watermana, alzacki Riesling z dobrego rocznika czy Metafizyka Arystotelesa w ładnym wydaniu (najlepiej w dwujęzycznej wersji) — w porządnym, inteligenckim domu wyglądają dobrze i są, co tu dużo mówić, konieczne.
  • Artystyczny powód uzmysłowił mi dopiero kilka lat temu pewien znajomy dziennikarz muzyczny. Podczas rozmowy o różnych labelach dyskutowaliśmy m.in. o owej monachijskiej wytwórni właśnie i on wypowiedział następującą opinię: „Wie pan… z dobrą muzyką jazzową jest tak, że kupuje się płytę, wsadza w odtwarzacz, włącza i, jeśli materiał jest naprawdę dobry, to aż ma się ochotę zakrzyknąć ‚o k***a!’. I mnie w nagraniach ECM-u właśnie tej k***y brakuje, proszę pana!”

Mimo powyższych zarzutów trudno płyt ze stajni Eichera nie polecać. Nawet jeśli najnowsze nagrania nie powalają na kolana, to jednak nie schodzą poniżej pewnego poziomu, są żywo dyskutowane na łamach branżowej prasy i po prostu: mówi się o nich. Może dobrze by było w takim razie zmienić dyrektora firmy? Co pan powie, panie Manfredzie? Czy to już nie pora namaścić następcę? No nic, proszę się zastanowić, a ja sobie tymczasem wrzucę płytkę Dave Holland Quintet Extended Play w odtwarzacz, coś ją pan wydał jakieś dwa lata temu.

[ zdjęcie Eichera ukradłem ze strony ECM-u, a zrobił je Roberto Masotti ]

  1. […] Pisałem ostatnio na temat ECM-u, narzekając m.in. na to, że nagraniom sygnowanym przez tę monachijską wytwórnię brakuje ikry. Otóż nie wszystkim. Przedstawiam bowiem jedną z najżywszych i najweselszych płyt jazzowych, jakie w życiu słyszałem, uzasadniając tym samym, dlaczego jest to dobry album na Wielkanoc — w końcu zmartwychwstanie to najbardziej radosna nowina dla chrześcijan, zgadza się? […]

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: