blog o muzyce jazzowej, czyli

Diana Krall — Quiet Nights

In jazz, recenzje on Kwiecień 6, 2009 at 13:40

quietnights

Chyba jeszcze nigdy żadnej płyty nie zjechałem na łamach JazzLoga, więc może najwyższa pora? Niestety jechanie po Dianie Krall jest o tyle niebezpieczne, że ryzykuje się utratę wielu czytelników, w końcu ta urocza Kanadyjka ma tak wielu fanów…

Nigdy nie byłem miłośnikiem ani pani Krall, ani jej muzyki, zaznaczę od razu. Do przesłuchania płyty i napisania jej recenzji zachęcił mnie tekst Axuna, świetne wyniki sprzedaży i… no cóż, trudno nie pisać o płycie, o której wszyscy piszą i mówią, prawda? Zaznaczając na samym początku, że recenzja jest negatywna, zachęcam tym bardziej do jej przeczytania, szczególnie miłośników Diany Krall — nie wiem czy tylko ja tak mam, ale negatywne recenzje ulubionych artystów czyta mi się najlepiej.

Do muzyki Diany Krall świetnie stosuje się „zasada pierwszego zdania”, wyznawana przez niektórych pisarzy i logików, tutaj przeobrażająca się w „zasadę pierwszych taktów” — włączamy płytę i już po pierwszych kilku taktach wiemy, że będzie źle. No, może nie od razu źle, ale co najwyżej średnio. Albo po prostu: tak jak zwykle. Bo nie mam zamiaru zarzucać pani Krall tego, że nie ma głosu (choć nie ma!), że nadal kiepsko gra na fortepianie (choć gra naprawdę kiepsko!), że marnie improwizuje (plumku plumku plum, gitarka, perkusja, smyczki, plum plum plum, refren, powtórz) i że ma naprawdę kiepskie aranżacje (patrz poprzedni nawias) — nie, tego nie będę się czepiał, aż tak wredny nie jestem (chociaż bardzo zawiódł mnie Claus Ogerman, którego Krall zatrudniła w roli aranżera/orkiestratora — quasi-musicalowe wejścia orkiestry tylko pogarszają ogólnie marną sytuację; panie Ogerman, to nie trio Billa Evansa! Krall jest za słaba na takie tło!). Uczepię się natomiast tego, że jest to któraś już z kolei płyta Diany Krall grana na to samo kopyto. Która? Nie wiem! Przesłuchałem ich kilka, ale nie pamiętam tytułów, nie pamiętam okładek, bo wszystkie są niczym cheeseburgery z McDonaldsa. Wchodzą lekko, są nawet smaczne, ale nie są zdrowe i niczym nas nie zaskoczą. Nie pomagają „brazylijskie rytmy”, orkiestra w tle, ani ładna buzia (choć buzię akurat Diana ma fajną, za to ją lubię). Nudą wieje od początku do końca.

A teraz z nieco innej beczki: czytelniku! Jeśli szukasz dobrej płyty na wieczór z dziewczyną, siedzenie przy kominku i popijanie winka, nie szukaj dalej. Kup Quiet Nights, a otrzymasz… cichą noc właśnie! Cichą, przyjemną, nasyconą erotyzmem muzykę, z tekstami szeptanymi przez piękną blondynkę przy akompaniamencie fortepianu i orkiestry smyczkowej. Produkt dopracowany, dobrze zrealizowany i nie zaskakujący nagłymi atakami saksofonów sopranowych w najmniej odpowiednim momencie. W kategorii „produkt smooth-jazzowy udający ambitną muzykę” przyznajemy najnowszemu albumowi Diany Krall 5 lśniących gwiazdek. W kategorii „muzyka, którą lubi i szczerze poleca Piotr Henryk Kaźmierczak” dajemy tejże płytce pół+pół gwiazdki — jedno pół za ładną buzię i długie nogi wokalistki, a drugie pół za zdjęcie we wkładce do płyty Love Scenes z 1997 roku, którego nie mogę zapomnieć (ach, jaka piękna ta pani jest, naprawdę).

Komentarzy nie wyłączam, więc dalej, hit me!

Diana Krall
Quiet Nights
Verve 2009

  1. To używając metaforyki fastfoodowej – ja tam jedzenie z McSyfa lubię ;) Ale zdanie szanuję, bo warto mieć swoje. Pozdro.

  2. no cieszę się, cieszę. ale spodziewałem się jakiejś burzy komentarzy oburzonych wielbicieli Diany. gdzie oni są?:)

  3. normalnie przeceniasz popularność „uroczej Kanadyjki”, wprawdzie większość ludzi do jazzu dochodzi smófdżazem, ale potem nikt się do tego nie przyznaję. To i ja się nie przyznam ;-). Nikt się na ciebie nie rzuci, żadnych szans

  4. Widzisz, po prostu tu sami kulturalni ludzie wpadają i nie będą wyklinać recenzenta tylko dlatego, że napisał parę złych słów na temat danej płyty.

  5. Ja powiem tak – szaleństwa ze strony panny Krall nie ma, ale ja „Live in Paris”, a zwłaszcza Devil May Care z tej płyty lubię :) Jakoś tak intuicyjnie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: