blog o muzyce jazzowej, czyli

Warsaw Summer Jazz Days 2009 — na co warto iść

In jazz, ogłoszenia on Kwiecień 14, 2009 at 10:38

Warsaw Summer Jazz Days to chyba najlepszy festiwal jazzowy w Polsce. Najlepszy na pewno pod względem ilości światowych gwiazd, które można zobaczyć w jednym miejscu i względnie podobnym czasie. Co roku przeglądam program festiwalu i podziwiam Mariusza Adamiaka, że udaje mu się coś takiego w Polsce zorganizować. Dziś przedstawiam zatem listę koncertów w kolejności atrakcyjności — podejście moje jest jak zwykle bardzo subiektywne i głównym jego kryterium jest stopień popularności i legendarności artysty. Zaczynamy!

  1. Art Ensemble of Chicago, 01.07.2009, Sala Kongresowa — zespół tak znany, że aż szkoda gadać. Dla każdego miłośnika jazzu absolutne must see (i must listen, rzecz jasna), nawet jeśli AEoC nie lubi, nie zna (siedzieć cicho i nie przyznawać się!), szkoda mu pieniędzy, etc. Posłuchać ich na żywo na pewno warto, choćby po to, żeby móc potem wnukom opowiadać.
  2. Dave Douglas / Maria Schneider / Randy Brecker & Włodek Pawlik, 08.07.2009, Sala Kongresowa — patrząc na skład, to może być najlepszy muzycznie koncert festiwalu. Dave Douglas trąbi naprawdę doskonale, a Włodek Pawlik to chyba największa nadzieja polskiego jazzu. Jeśli mają do tego grać w hołdzie Lesterowi Bowie, to może być naprawdę dobre.
  3. Zorn Fest — ha, jest i mój ulubieniec, prawdziwy Żyd z prawdziwego NYC, John Zorn we własnej osobie. 03.07.09 odbędą się trzy koncerty z jego udziałem, wszystkie w Sali Kongresowej. Najpierw wystąpi Zorn Quartet w iście gwiazdorskim składzie — Anthony Braxton (!), John Zorn, Bill Laswell (!), Milford Graves. Potem zagra projekt The Dreamers w składzie bliskim elektrycznej masadzie, a na koniec, tak właśnie i nie inaczej, usłyszymy samą Electric Masadę. Tę samą! Tę wspaniałą!
  4. Wadada Leo Smith Quartet, 01.07.2009, Sala Kongresowa — od razu powiem, że nie znam tego zespołu i nigdy go nie słyszałem. Jednak wszyscy piszą im tak dobre recenzje, że coś w tym musi być. Poza tym to pierwszy koncert festiwalu, więc wypada pójść.
  5. World Saxophone Quartet, Sing the Truth, Steven Seagal — czyli reszta koncertów. Słabo kojarzę wszystkie te projekty, więc nie potrafię ani polecić, ani zniechęcić. Zdziwił mnie tylko Steven Seagal, jako że to jest ten sam Seagal-karateka-mistrz-kina-akcji. Podobno gra na gitarze i śpiewa, i choć brzmi to przerażająco, to jego koncert jest za darmo (04.07 w Królikarni), więc w razie czego można bez żalu uciec.

Taką to listę sporządziłem wam, drodzy czytelnicy; reprezentuje ona moje własne preferencje, oczekiwania i przewidywania. Może się jednak okazać, że starzy Chicagowscy mistrzowie wypadną słabo, Dave Douglas nie dogada się z Włodkiem Pawlikiem, a najlepszymi koncertami okażą się śpiewające panie z Sing the Truth i mistrz aikido Steven Seagal — nigdy nic nie wiadomo. Dlatego najlepiej pójść na wszystkie koncerty, albo chociaż na tyle, na ile się da, kierując się własną intuicją.

  1. „Dlatego najlepiej pójść na wszystkie koncerty”….

    masz na oku jakiś konkretny bank?

  2. ING może? bo nie chcieli mi dać karty kredytowej w zeszłym roku, proponuję nawet konkretny oddział na rogu Gagarina i Sobieskiego.

  3. ej, ale serio: Agata, idź na Zorna koniecznie i opowiedz nam potem, jak było.

  4. no nie wiem, bo muszę w sierpniu jechać do Poznania – co jako nieuleczalny fan słabiutkiego ostatnio (sorry!) U2 z pewnością rozumiesz
    no chyba żeby rzeczywiście coś z tym bankiem…

  5. aj, przytyk do U2 bolesny… ale ten drugi brytyjski zespół, o którym wspominasz, też ostatnio cienko, cienko:)

    sprawdź ten oddział na Mokotowie, mówię Ci, i idź na Zorna.

  6. I pomyśl, ziom, ja mam bilety na Zorn Fest.

  7. no Ziom, zazdroszczę Ci jak cholera. zrelacjonujesz mi wszystko szczegółowo, mam nadzieję:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: