blog o muzyce jazzowej, czyli

Gidon Kremer & Kremerata Baltica — Silencio

In klasyka, recenzje on Czerwiec 6, 2009 at 15:18

silencio

Z płytą Silencio kojarzą mi się same dobre rzeczy. Muzyka na niej zawarta jest przepiękna, mogę jej słuchać o każdej porze dnia i nocy, uwielbiam Gidona Kremera i wszystko, czego tylko on się dotknie, a jednak mam o tym albumie coś do powiedzenia — znaczy, że nie może być tak dobry. Powoli, po kolei. Nie będę pisał kim jest Gidon Kremer i co to za zespół ta Kremerata Baltica, bo takie rzeczy każdy może sobie sprawdzić. Warto natomiast opowiedzieć o poszczególnych fragmentach albumu, bo, choć wszystkie można zbiorczo określić jako minimalistyczne, bardzo się od siebie różnią.

Płytę otwiera wspaniała kompozycja „Tabula Rasa” Arvo Pärta. Przyznam się od razu, że nie znałem wcześniej tego utworu i jeśli wy, drodzy czytelnicy, także go nie znacie, to zapewne zrobi na was równie piorunujące wrażenie, jakie zrobił na mnie. Kapitalna kompozycja, do tego zagrana jak trzeba: ostro, zimno i nieprzyjemnie, ale jak pięknie. Pärt zadedykował ten utwór Kremerowi (prawykonanie w 1977 r.) i widać, że tego typu muzyka doskonale pasuje to stylu skrzypka. Jego szybki, pełen powietrza, nieco suchy, a gdy trzeba agresywny, ekspresyjny i wyrazisty dźwięk nadaje całej, bądź co bądź monotonnej kompozycji dramatycznego wyrazu. Warto zauważyć, że grająca drugie skrzypce solo Tatjana Grindenko niewiele ustępuje Kremerowi. To wszystko plus bardzo dobry zespół Kremerata Baltica sprawia, że gdy wybrzmią dźwięki ostatniego akordu pierwszej części („Ludus”), mimowolnie pauzujemy odtwarzacz i siedzimy w fotelu z rozdziawioną paszczą.

Gdy skończą grać Pärta, biorą się za kwartet smyczkowy nr 2 Philipa Glassa, czyli „Company”, tutaj w aranżacji na orkiestrę smyczkową. Jest poprawnie, ale nigdy jeszcze nie słyszałem dobrego wykonania orkiestrowej aranżacji kwartetu smyczkowego, szczególnie gdy wspomni się takie nagrania jak Kronos Quartet Performs Philip Glass (Nonesuch 1995). Wiem, że Glassa zagrać „z życiem” jest trudno, bo to muzyka na automaty, ale… Kronos Quartet potrafi go zagrać przynajmniej na tyle dobrze, że nie zasypiam. Na płycie Silencio rzecz jasna nie zasnąłem, ale przeskoczyłem kilka ścieżek.

Po Glassie następuje kolejny minimalista, tym razem nieco mniej znany, a mianowicie Vladimir Martynov ze swoją kompozycją „Come In!”. Konia z rzędem temu, kto wcześniej słyszał ten utwór. Kompozycja ponownie na dwoje skrzypiec z orkiestrą i znów słyszymy świetną Grindenko. Gdy słuchałem tego utworu po raz pierwszy, stwierdziłem: przynudzają. Ale teraz, ilekroć włączę „Come In!”, tak jak nie znoszę słodkich kantylenek na dwoje skrzypiec, tak przy duecie Kremer/Grindenko autentycznie chce mi się ryczeć. Muzyka urocza, choć prosta. Zagrana w naturalny sposób, bez nadmiernego lukrzenia, pięknym dźwiękiem. Czego chcieć więcej?

Jak to czego? Arvo Pärta! I tak się dzieje, album zamyka „Darf ich” znanego estońskiego kompozytora. Karolina mówi, że na tym albumie Pärt pełni podobną rolę co Szostakowicz na recenzowanej przez nas płycie Kronos Quartet, czyli gasi całą resztę. Coś w tym jest, dlatego komentarza do wykonania „Darf ich” nie będzie. Powiem tylko, że warto posłuchać płyty do końca.

Czy zatem mógłbym Silencio nie polecić? Nie polecić — nie. Zawsze natomiast mogę się do czegoś przyczepić, już takie moje zbójeckie prawo, jakem Krytyk. Otóż wydaje mi się, że Kremer i s-ka mogli nam nagrać płytę doskonałą, gdyby nie drobna wpadka z Glassem. Czy to zresztą wpadka jest, trudno powiedzieć, Glassowi może i takie wykonanie się podoba, ale na pewno kradnie ono jakieś 8 minut muzycznej frajdy, jaką sprawia nam reszta materiału. Poza Glassem jednak, muzyka zawarta na płycie jest co najmniej kapitalna. Warto posłuchać, szczególnie jeśli uważa się, że cały minimalizm to nuda i flaki z olejem, albo jeśli, o zgrozo, minimalizmu wcale się nie zna.

Gidon Kremer, Kremerata Baltica
Silencio
Nonesuch 2005

  1. Nie znam, ale okładka mi się bardzo podoba. :)

  2. A ja znam i w pełni zgadzam się z recenzentem – Glass powinien być na płytach tylko z Glassem, żeby nikt go nie musiał słuchać „przypadkiem”. Bo to bardzo ładna muzyka filmowa, i tyle (w sensie – nic więcej). Oczywiście imho.

  3. ale nie no, już tak nie jedźmy po tym biednym Glassie. wydaje mi się, że to dobra muzyka, ale zagrać ją dobrze jest bardzo ciężko.

    kwartet „Company” uratować może chyba tylko lekkość, a tej właśnie wykonaniu Kremerata Baltica zabrakło.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: