blog o muzyce jazzowej, czyli

Herbie Hancock — Gershwin’s World

In jazz, recenzje on Listopad 9, 2009 at 14:42

gershwins_world

Z tą płytą wiąże się pewna przykra historia, którą wam teraz, drodzy czytelnicy, opowiem. Otóż w czasach bujnej młodości studenckiej mieszkałem w Warszawie razem z dwoma przyjaciółmi. Jeden z nich miał niezwykle szkodliwą, jak się potem okazało, skłonność do studentek FUW-u, i gdy jedna z tych studentek odwiedzała kiedyś nasze mieszkanie, zauważyła na mojej półce płytę Herbiego Hancocka i s-ki pt. Gershwin’s World. Zapytała, czy może ją pożyczyć, a ja oczywiście z wrodzonej grzeczności zgodziłem się. Przyjaciel mój wkrótce potem rozstał się rzeczoną studentką, a płyta moja przepadła. Ten przydługi wstęp stanowi więc swego rodzaju apel: niecna koleżanko, jeśli to czytasz (a jestem przekonany, że nie czytasz), pokalaj się, przyodziej wór pokutny i oddaj mi moją płytę!

Ale dosyć już sensacji, mówmy o muzyce. Album Gershwin’s World nie jest nowy, na dodatek o ile mi wiadomo nadal cieszy się dobrymi wynikami sprzedaży. Ten album jest trochę jak film Ocean’s Eleven — wiemy, czego się spodziewać, żadna rewolucja nas nie spotka, a mimo to chętnie oglądamy, głównie ze względu na sprawną realizację i plejadę gwiazd. Na Gershwin’s World gwiazd nie brakuje. Obok samego Hancocka usłyszymy muzyków takich jak Chick Corea, James Carter, Kenny Garrett, Wayne Shorter, Joni Mitchell, Stevie Wondera i innych wielkich. Nie dość, że gwiazdy jazzu, to jeszcze wykonujące same hity: „Summertime”, „The Man I Love”, „St. Louis Blues”, „My Man’s Gone Now”. Czy jest sens słuchać czegoś tak przewidywalnego?

Tak, bo dobrze grają. Co z tego, że brakuje tu rewolucji, skoro interpretacje są po prostu piękne? Szczególnie zapada w pamięć kapitalne wykonanie „Summertime” z Joni Mitchell na wokalu oraz „St. Louis Blues” ze Steviem Wonderem. Na domiar dobrego, album zawiera kilka utworów nie napisanych przez Gershwina (vide wspomniany „St. Louis Blues”), ale będących dla niego inspiracją — szczególnie pięknym przedstawicielem tej kategorii jest druga część koncertu fortepianowego G-dur Ravela, fantastycznie wykonana przez Hancocka.

Jeśli więc czytelniku poszukujesz około godziny dobrze (rzetelnie?) zagranego jazzu, że tak powiem, mainstreamowego, idź do sklepu i kup sobie Gershwin’s World. Albo najlepiej kup dwie takie płyty i przyślij mi jedną.

Herbie Hancock
Gershwin’s World
Decca 1998

  1. Hm … ale to chyba świadczy o dobrym guście koleżanki ;) Należało ją od kolegi przejąć, a nie narzekać po latach ;) Tego Hancocka znam dość dobrze i też bardzo lubię.

    NP. Nowy Stańko.

  2. nie no, gust koleżanka miała dobry, ale moja narzeczona ma jeszcze lepszy, więc nie chcę jej zamieniać:)

  3. Skąd wiecie, czy koleżanka miała dobry gust? Przecież mogła włączyć płytę, stwierdziła, że jest słaba i np. wyrzuciła do kosza. Po kilku dniach ocknęła się, że ją pożyczyła, jednak w tzw. międzyczasie przyjechała śmieciarka i … po wszystkim. Dobra – fantazjuję, ale to przez przeziębienie i gorączkę.

    Płyta świetna, zgadzam się. Zresztą jakbym nie mógł. ;)

    PS: Istnieje takie wyrażenie jak „na domiar dobrego”? Coś mi się wydaje, że nie… ale zawsze mogę się mylić.

  4. wyrażenie „na domiar dobrego” z pewnością istnieje, bo przecież go użyłem:)

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: